środa, 30 lipca 2014

Rozdział 12


- Mam do ciebie sprawę. - Powiedziałam do Erica ciągąc go do ślepej uliczki.
- Dla ciebie wszystko.

- To się cieszę. Zobacz. - Pokazałam mu zdjęcia, które Hazz zrobił pannie Edwards w clubie.

- A ona nie ma narzeczonego? Tego mulata z One Direction?

- Ma, a ty masz dać mi zdjęcia, które udowodnią, że go zdradza.
- Fotoshop? Łatwizna.
- Spróbuj, a rodzona matka Cię nie pozna. - Powiedziałam zaciskając
pięść na jego bluzce. - Wiesz do czego jestem zdolna i jakich mam znajomych. - Chłopak pokiwał głową, a w jego oczach był niepokój i... Strach. Po prostu się mnie bał.
- Będą normalne. Puścisz? -  Spełniłam jego prośbę. - Dzięki. Pewnie chcesz takie ostrzejsze zdjęcia?
- To ma być dowód zdrady. Nie będą się przecież trzymać za rączki.
- Racja. A co jak zrobię zdjęcia?
- Znasz mój adres. To... Do zobaczenia? Zresztą nie ważne.
- Na razie.
   Wyszłam z zaułku i rozejrzałam się. Dwóch oblechów usmiechnęło się do mnie. Pokazałam im środkowy palec i wsiadłam do srebrnego jaguara. Wyciągnęłam telefon z torebki i wybrałam numer Harrego. Od razu odebrał.
- Nareszcie. Gdzie jesteś? Martwię się. Czemu nie odbierałaś?
- Musiałam coś załatwić na mieście i zostawiłam telefon w samochodzie. Przepraszam.
- Skoro już jesteś jedź do nas. Mamy próbę. Wiesz gdzie.
- Tak wiem. Już jadę. - Rozłączyłam się i odjechałam z piskiem opon. 10 minut później byłam na miejscu. Poszłam do chłopaków.
- Zgadnij kto. - Wyszeptałam Harremu na ucho zasłaniając mu oczy.
- Hmmm... Może moja wredna siostrzyczka?
- Mówiłam Ci już, że Cię nienawidzę? - Powiedziałam zabierając ręcę.
- Dziś? Nie jeszcze nie. Ja też Cię nienawidzę.
- Gdzie Zayn? - Spytałam. Z Harrym stali Niall,Louis i Liam.
- Tu. - Usłyszłam mulata, a po chwili chłopak trzymał mnie na rękach. - A co? Stęskniłaś się za mną?
- Cholernie. Widziałam Cię tylko z rana jak latałeś po pokoju w samych bokserkach. Możesz mnie postawić? - Chłopacy zaczęłi się śmiać.
- Nie. - Usłyszałam chrząknięcie i spojrzałam przez ramię mulata. Za nim stała Perrie piorunująca mnie wzrokiem. Uśmiechnęłam się do niej i pocałowałam Zayna w policzek.
- Podobno miałaś być w trasie. - Powiedziałam do blondynki. - Zayn odwrócił się w jej stronę i od razu postawił mnie na ziemi.
- Wyjeżdżamy jutro. Ale najwyraźniej wam to na rękę, co? Będzie mogli robić co wam się żywnie podoba.
- Czyli co?
- Nie wiem, bo was nie przyłapałam. A ty szmato albo go zostawisz albo oberwiesz.
- Już to gdzieś słyszałam. I nie dostałam. A tak w ogóle to ścisz ton, bo na swoją rasę to coś za głośno szczekasz suko.
- Ostatnio chyba widziałam Cię pod latarnią? A myślałam, ze jesteś bogata i nie musisz dorabiać. Najwyraźniej jak mamusia Cię wychowała tak teraz ty się zachowujesz. - Zaśmiała się i chwilę później dostał siarczystego liścia. Pociągnęłam ją za włosy i kopnęłam ją w brzuch z kolana, aż ktoś mnie od niej odciągną. To był jeden z ochroniarzy, a drugi staną pomiędzy mną a Perrie.
- Puszczaj. - Zrobił to co chciałam, a ja pobiegłam do drzwi.
-Jedna się pieprzy na prawo i lewo to druga musi być taka sama. - Odwróciłam i chciałam jej jeszcze raz przywalić. Dziewczyna i tak miała czerwony policzek i trzymała się za brzuch ze łzami w oczach. Szłam już do niej, ale w porę Paul mnie zatrzymał.
- Nie warto. Chodź, bo nie zadzwonili na policję tylko dlatego, że jesteś siostrą Hazzy. - Szepnął.
- Mam gdzieś czy zadzwonią czy nie.
- Idziemy. - Wyprowadził mnie za kulisy i do garderoby chłopaków. - Siadaj. - Wskazał na kanapę i podał mi szklankę wody. - Uspokój się. - Zrobiłam grymas. - Chociaż spróbuj. -Upiłam łyk wody. - O co jej chodzi? - Automatycznie łzy spłynęły mi po policzkach. - Przepraszam. Harry mówił, ze nie lubisz o tym wszystkim gadać.
     To prawda, że nawet mam nie wie czy David jest moim ojcem czy Adam i dlatego się rozwiedli, ale nikt nia ma prawa nazwać jej dziwką. Edwards pożałuje i to srogo.
   
~~Harry~~

- Przesadziłaś. - Powiedziałem do Pezz.
- Ja? To ona mi przywaliła.
- Skąd wiesz o jej mamie?
- Wróżka mi powiedziała. A co Cię to interesuje?
- Bo przypominam kochana, że to moja ciotka i jeśli obrażasz ją albo Amandę to nie też obrażasz. Naucz się kurwa mówić z szacunkiem o starszych! A poza tym nawet nie masz prawa tak o niej mówić, bo sama jesteś nie lepsza. Zayn bez Ciebie na imprezę nie może iść, bo mu szopkę urządzasz, a ty gdy tylko nadarzy się okazja pieprzysz się z tym twoim kochankiem i masz w dupie Zayna i wszystko inne więc zamknij się i przemyśl coś 100 razy, a potem najlepiej nic nie mów.
- O czym ty mówisz? Perrie co robi?
- Nic. - ,,Cholera jasna, będzie teraz pytał i dociekiwał" - Muszę iść do Amandy.
    Czym prędzej odszedłem od towarzystwa i udałem się za kulisy. Słyszałem tylko ja panna idealna mówi, że pieprzę głupoty. Doszedłem do garderoby i zapukałem w drzwi... Co ja robię to moja garderoba. Nacisnąłem klamkę i wszedłem do pomieszczenia. Rzadko widzę Ami, gdy płacze. Podszedłem do niej i przytuliłem ją.
- Ona o mnie może mówić co chce, ale niech odpieprzy się od mojej mamy. - Wyszeptała dziewczyna płaczliwym głosem.
- Tak wiem. Już dobrze. Nie płacz.
- Skąd ona wie? Nigdy nikomu nie mówiłam. A ty?
- No coś ty. Pocałowałem ją w czoło. - Uspokój się. Proszę. Ona nie jest lepsza.
- Wiem. - Odsunęła się ode mnie i pokiwała głową.
- Chcesz zostać na próbie?
- Tak. Nie dam jej satysfakcji. Nie pokaże jej, że się jej boję czy coś. Ale poproś Paula żeby mnie pilnował. Nie obiecuję, że będę grzeczna i jej nie przywalę.
- Dobrze. Chodź.


~~Amanda~~

- Ona znowu tu? - Spytała z pogardą Edwards.
- Tak to ja. - Przeszłam obok i usiadłam obok Paula.
- Masz farta, ze nic mi nie jest.
- Nie słuchaj jej. - Uśmiechnął się do mnie Paul.
- W razie jakby coś to mój wujek jest prawnikiem i to cholernie dobrym. - Zaśmiałam się. Chłopacy skończyli próbę i zeszli do nas.
- Ja pojadę z tobą. - Powiedział Hazz. Pokiwałam głową.
- A ja zabiorę Cię jak najdalej się da. - Powiedział Zayn do Perrie.
- Co? Nie dzięki. Umówiłam się z... koleżankami. Mamy iś na zakupy i tak dalej. wiesz babskie sprawy. Jutro wyjeżdżam i chciałabym z nimi pobyć, ze ty jak coś przyjedziesz do mnie, a one nie. Nie gniewasz się?
- Nie.
- To się cieszę. - Pocałowała go w usta. - Kocham Cię.
- Ja Ciebie też. - Udałam, że wymiotuje.
- Coś Ci nie pasuje?
- Nie. Po prostu jesteście tacy słodcy, że aż chce się rzygać tęczą. Ale życzę Ci milej podróży i tak dalej. Bla, bla bla. Pa. -Powiedziałam i wyszłam, a za mną poszedł Harry. Przed wyjściem ze stadionu czekała na chłopaków masa paparazzi. Harry załapał mnie w pasie, a dwójka ochroniarzy pomogła nam przejść do mojego auta.
- Ja prowadzę. Daj kluczyki. - Wyszeptał mi na ucho i wyciągnął rękę. Westchnęłam i wręczyłam mu kluczyki.
- Pierwszy i ostatni raz. - Otworzył mi drzwi, obszedł samochód i sam wsiadł.
- Żebyś się jeszcze nie zdziwił. .- Zaśmiał się i pojechał w stronę naszych willi. Po 15 minutach byliśmy na miejscu.
- Chodź na kawę.

~~Następny dzień~~
- Chciałaś to proszę. - Powiedział Eric rzucając kopertę na moje łóżko. Wyciągnęłam jej zawartość. Były tam zdjęcia Perrie z....
- Wiesz co to za facet?
- James Gold. Młody wyjątkowo ambitny aktor. Na razie gra tylko w teatrze, ale miał dwie propozycje filmowe. w ostateczności nie wybrali akurat go.
- Dzięki. Masz kasę. - Wręczyłam mu 500 funtów.
- Nie ma za co. To część,
- Nara. - Chłopak poszedł, a ja jeszcze raz spojrzałam na zdjęcia.
   Nie da się ich podważyć. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Schowałam kopertę do szuflady w szafkę nocnej i poszłam się ubrać. Założyłam Dżinsy, luźną koszulkę z napisem ,,Give me a diamond to be a good over" i Vansy. Zeszłam na dól zrobiłam sobie śniadanie i usłyszałam jak Jen schodzi ze schodów.
- Głodna? - Spytałam, gdy weszła do kuchni.
- Tak, ale sama sobie zrobię śniadanie. Idź sama zjedz.
- Skoro tak uważasz.- Poszłam do salonu i rozsiadłam się na sofie. Włączyłam telewizor i zaczęłam skakać po kanałach, aż w końcu trafiłam na coś ciekawego. Mówili o 1D, a raczej o Harrym i o... Mnie.


     ,,Wczoraj Harry Stytles opuszczał miejsce, w którym odbędzie się następny koncert One Direction w towarzystwie atrakcyjnej brunetki. Jak donoszą źródła to nie pierwszy raz, gdy widziano razem tę parę. Czy serce muzyka skradła dziewczyna? Tego nie wiem, ale na pewno nie jest mu obojętna. Jak wiać na zdjęciach Styles naprawdę się o nią troszczy. Jedyne co wiemy o Amandzie - bo tak nazywa się dziewczyna - jest to, ze jej rodzice to Stephanie i Adam Jankowscy. Jedna z najbogatszych rodzin na świecie. W rankingu tym zajmują 10 miejsce."
- Jestem dziewczyną swojego brata. - Zaśmiałam się do Jennifer. Ktoś zadzwonił do drzwi. Poszłam otworzyć.
-Widziałaś?
- Cześć Harry, tak dobrze się czuje i wszystko u mnie okej. Dzięki, że spytałeś. Wejdź. - Powiedziałam. - Tak widziałam. Będziesz miał kłopoty?
- Nie wiem. Dzwonili żebym to jakoś odkręcił, ale nie wiem jak.
- Macie jutro wywiad. Na pewno Cię o to zapytają.
- Faktycznie.
- Nie przejmuj się. To ja będę obrywać na Twiterze, a nie ty.- Zaśmiałam się.
- Przeze mnie.
- Oj daj spokój. Powyzywają mnie trochę od dziwek i tak dalej, a potem zapomną. zresztą na moim Twiterze jest sporo naszych zdjęć z dzieciństwa.
- A zauważyłaś? Twój ojciec to Adam, a nie David.
- I się cieszę. Mam go dość ciągle czegoś chce. Szczerze to zrobiłabym ten głupi test tylko po to by mnie zostawił.
- Wczoraj przez przypadek wypaplałem o tej zdradzie Pezz i teraz Zayn nie daje mi spokoju, a i tak pewnie w końcu uwierzy jej.- Powiedział Hazz po chwili ciszy.
- Poczekaj. - Powiedziałam i poszłam na górę po kopertę, którą otrzymałam dziś od Erica. Wzięłam ją i zeszłam do Harrego. - Możesz mu to pokazać jak Ci nie uwierzy. Zdjęcia są autentyczne.
- Skąd je masz?
- Mam znajomości. Więcej nie musisz wiedzieć.
- Idziesz do nas?
- Tak. Jen idziesz z nami?
- Gdzie? - Dziewczyna weszła do salonu roztrzepana i w szlafroku.
- Cześć piękna. - Uśmiechnął się do niej Hazz, ale ona gdy go zobaczyła schowała się z powrotem do kuchni.
- Przyjdę jak się trochę ogarnę.
- Dobrze, chodź Harry, bo nie wyjdzie stąd.



__________________________________________________

Musieliście na niego długo czekać i bardzo was za to przepraszam, a poprzedni był krótki więc ten jest długi i mam nadzieję, że się spodoba.

5 kom- next



sobota, 5 lipca 2014

Rozdział 11

-To powiesz mi czemu upokorzyłaś mojego kumpla?- Spytał Zack. Szliśmy przez park.
-Bo zasłużył.- Zaśmiałam się.- Mięczak dal się pobić dziewczynie.
-Co zrobił?
-Coś czego nie powinien.
-Powiesz mi co?- Pokręciłam głową.- A chociaż czemu zabrałaś rzeczy Jennifer?
-Zamieszka u mnie. Nic wiecęj nie musisz wiedzieć.
-Szkoda.
-Czemu?-Zaśmiałam się.
-Nie ważne.
-Skoro tak twierdzisz. Wpadniesz do mnie? Na kawę?
-Spoko.- Skierowaliśmy się w stronę mojego domu.

-Czyj to samochód?- Zack wskazał na czarne porshe.
-Drake przyjechał.- Uśmiechnęłam się.
    Drake to mój drugi brat. Starszy ode mnie o pięć lat. Ostatnio był w Polsce u mamy i Adama.
-To może ja wpadnę kiedy indziej.
-Jeśli chcesz . Tylko przyjdź.
-Będę na pewno.- Zack uśmiechnął się. Pocałowałam go w policzek, poszłam do domu i weszłam do salonu, gdzie siedział mój brat razem ze swoją narzeczoną.
-Cześć.- Uśmiechnęła się do mnie Triss.
-Hejka. Co was sprowadza w moje skromne progi?- Zaśmiałam się kładąc torbę na szafce.
-Twoje? A gdzie Jack?
-Przeprowadził się do Lily.
-Nie powinien zostawiać Cię samej.
-Hazz jest obok i zagląda tu codziennie, a poza tym to Jennifer mieszka ze mną.
-To dobrze.
-Co chcecie do picia?
-Nic. Wpadliśmy tylko na chwilę. Siadaj.- Powiedziała Triss i pociągnęła mnie za rękę. Usiadłam pomiędzy nimi.
-Już się boję.
-Nie masz czego.- Uśmiechnęła się Triss i wręczyłą mi kopertę, którą wcześniej wyjęła z torby.- Chcę żebyś była moją świadkową.
   Otworzyłam kopertę i wyjęłam zaproszenie na ślub.
-Gratuluję, ale nie wiem czy ja się na świadkową nadaję.-Triss spojrzała na mnie proszącym wzrokiem.- No okey tylko... W co ja się ubiorę?
-Masz dużo czasu, wymyślisz coś.
-Tylko nie na czarno, proszę? To nie pogrzeb.- Powiedział mój brat.
-No spoko. Dla Ciebie wszystko.- Pocałowałam go w policzek.

~~Wieczór~~
-Jak myślisz, którą założyć?-Spytałam się przyjaciółki pokazując jej dwie sukienki.
-Tą po prawej.-Poszłam do łazienki założyć sukienkę.
   Tata załatwił mi wejście na jakieś rozdanie nagród i nie wypada pokazać się w niestosownym ubraniu. Często chodzę na podobne imprezy więc wiem jak się zachować. I na szczęście nie będę sama, bo One Direction jest nominowane aż w pięciu kategoriach. Wyszłam z łazienki ubrana w to.
-I jak?- Spytałam Jen.
-Żałuję, że jesteśmy rodziną.-Zaśmiał się Harry stojący w drzwiach w garniturze.
-Wiesz, że jesteś zabawny?
-Wiem. Ty też.
-Przyszedłeś za wcześnie. Jeszcze nie jestem gotowa.- Uśmiechnęła się Jennifer. Harry poprosił ją by poszła z nim jako przyjaciele choć ja wiem, że miał coś innego na myśli, bo chociaż się rozstali on nadal ją kocha. Jen zerwała z nim gdy poszedł do x-Factor, bo twierdziła, że sława go zmieni. Wim też, ze jen zgodziła się tylko dlatego, że ufa Hazzie.
-I tak wyglądasz pięknie.
-Wynocha. Przyjdziemy jak będziemy gotowe obie.- Powiedziałam wyprowadzając go z pokoju i zamknęłam mu drzwi przed nosem. Wcześniej zrobiłam dziewczynie makijaż. Ubrała się w to.





5 like- next


sobota, 14 czerwca 2014

Rozdział 10

-Zayn prosiłem Cię żebyś jej tu nie przyprowadzał.
-Oj Hazz daj spokój. Obiecała być grzeczna. Prawda?-Spojrzał się na Perrie, a ta pokiwała głową, ale cały czas piorunowała mnie wzrokiem.
-To się cieszę. Ja mogę zacząć od początku i udawać, że nic się nie wydarzyło.- Uśmiechnęłam się do dziewczyny. Przyjaciół trzymaj blisko, wrogów jeszcze bliżej.
-Obejdzie się.- Blondyna usiadła na fotelu.
-Skoro tak twierdzisz. Tylko potem nie miej pretensji.
-Nie będę mieć.
-Pożyjemy, zobaczymy.
-Zobaczymy.-Zaśmiałam się. Trzeba udawać. Spojrzałam na Zayn. Chłopak posłał mi uśmiech, ale jak Pezz odwróciła się natychmiast zmienił minę. To było trochę zabawne.
-Jak coś to je rozdzielę.-Zaśmiał się Louis schodząc z góry.
-Nie ma potrzeby.

-Harry idziemy.
-Ja nigdzie nie idę.- Powiedział Harry łapiąc się za głowę. Wszyscy się śmiali.
-No weź jedno pasemko.- Graliśmy w butelkę. Tylko, że była to wersja Harrego. Albo wykonujesz zadanie albo zdejmujesz jakąś część garderoby.
-Czyli co? Lepiej żebym zdjęła bluzę? No chyba nie. Idziemy.- Pociągnęłam go za rękę do łazienki.
-Nienawidzę Cię.
-Ja Ciebie też.- Powiedziałam podłączając prostownicę do gniazdka.
-Co ja takiego zrobiłem? Za co mnie tak karzesz?
-Harry przestań i ja i ty wiemy, że jutro nie będzie nic widać choćbym Ci połowę włosów wyprostowała.
-Jak połowę włosów?! Miało być jedno pasmo.
-I będzie uspokój się. Siadaj.- Wskazałam na krzesło, które Niall przyniósł z kuchni. Harry usiadł. W jego oczach było przerażenie. Zaczęłam się śmiać.-Cykor.- Powiedziałam i wzięłam pasemko włosów. Przejechałam dwa razy prostownicą.- Gotowe. Chodź.
    Wróciliśmy do reszty, która widząc minę Harrego zaczęła się znowu śmiać.
-A myślałam, ze nie uda Ci się go namówić.- Uśmiechnął się do mnie Niall.- Jak Ci się to udało?
-Jestem kobietą.- Zaśmiałam się.- Umiem wpływać na facet nawet jeśli to moja rodzina
-Nie przechwalaj się.-Powiedział Harry roztrzepując mnie.
-Dobra dzieci gramy dalej. Amanda kręć.- Zakręciłam butelką. Wypadło na Nialla.
-Pytanie czy wyzwanie?
-Wyzwanie.- Zastanowiłam się.
-Przekręć koszulkę i na lewą stronę i chodź tak do końca gry.- Niall wykonał zadanie i zakręcił butelką. Trafiło na Zayna.
-Wyzwanie.- Ubiegł Horana. Blondynek podrapał się po brodzie udając głębokie zamyślenie.
-Pocałuj Amandę.
-CO?!- Pisnęłam Perrie siedząca na fotelu.
-To co słyszysz.
-Pezz to tylko wyzwanie.- Powiedział Zayn. Nie miał zbyt dużego wyboru albo mnie pocałuje albo będzie siedział z gołą klatą. Szczerze i to i to mi pasuje.
-Wiecie, co? Całujcie się ile chcecie, ale mnie to nie obchodzi. Wychodzę.
-Pezz nie obrażaj się.
-Jeśłi nie chcesz nie musisz mnie całować, ale jeśli tak to ściągaj koszulkę.- Uśmiechnęłam się, a Jen siedząc obok szturchnęłam mnie w ramie.
-NIe rozpędaj się.- Szepnęła mi na ucho. Obje zaczęłyśmy się śmiać, a reszta spojrzała na nas jak na wariatki.-No co nie można pośmiać się z własnej głupoty?
-A żebyś widziała, że nie. Niall pomóż mi.-Powiedział Harry i zaczął łaskotać moją przyjaciółkę, a Nialler mnie.
-Ej zostawcie je, bo zapomnicie o zadaniu dla Malika.- Perrie spojrzała na Liama wilkiem.
-Racja. No Zayn całuj.- Niall puścił mnie, a westchnął i pocałował mnie.

~~Zayn~~
Nie chciałem tego pocałunku. Perrie i tak ma na pieńku z Amadą, a po tym to już w ogóle. Zabije Nialla... Jeśli Pezz nie zrobi tego wcześniej...
-Racja. No Zayn całuj.- Powiedział Nialler puszczając dziewczynę.
   Westchnąłem i przysunąłem się do Ami i pocałowłem ją. Nie przypuszczałem, że całuje aż tak dobrze. Trochę się zapomniałem. Złapałem ją w tali i przyciągnąłem ja bliżej siebie. Pogłębiłem pocałunek. Na chwilę zapomniałem gdzie jesteśmy.
-Mamy was zostawić samych?- Zaśmiał się Hazz. Odsunąłem się od dziewczyny.
-I ty chcesz żebym ja jej od suk nie wyzywała?! Ja po prostu nazywam rzeczy po imieniu!- Wrzasnęła Pezz. Amanda zaśmiała się i pokręciła głową.
-Casem szkoda mi takich jak ty, a potem zaczynam się zastanawiać jak ktoś może być zdesperowany żeby was wszystkie znosić. Bez obrazy Zayn.
-Trzymajci mnie, bo jej przywalę.
-Dajesz.- Powiedziała Amanda stając przed Perrie i rozłkładają ręcę.- Wiedziałam. Mocna w gembie to ty jesteś, ale nic więcej.-Odwróciła się.- Ja spadam. Nie będę przebywała z nią w jednym pomieszczeniu.- Uśmiechnęła sie przepraszająco.
-Ej jeszcze z tobą nie skończyłam.- Ami nawet się nie odwróciła tylko pokazała środkowy palec.-Szmata.
-No patrz tyle szmat na świecie, a podłogi wciąż brudne.- Zaśmiała się Ami i wyszła.




5 like- next

niedziela, 1 czerwca 2014

Rozdział 9

-Hazz miał racje. Masz super głos.- Powiedział Liam uśmiechając się do mnie.
-Super to mało powiedziany.- Powiedział Zayn, a potem dodał szeptem na ucho.- Nie przejmuj się Pezz. Ona taka jest.- Spojrzałam na blondynkę. Siedziała patrząc na mnie wzrokiem mordercy. Chciałam ją trochę wkurzyć, więc pocałowałam Zayna w policzek.
-Spoko. Tylko odsuń się trochę. No chyba, że chcesz dawać jej powody do zazdrości.
-Nie chcę, ale ty chyba chcesz ją wkurwić.- Powiedział odsuwając się.
-Tak trochę.
-Śpiewasz pięknie, ale teraz złaź ze sceny.- Niall pociągnął mnie za rękę.
-Już schodzę.

-Idiota!- Wrzasnął Liam. Zayn oblał go wodą.
-No co? Było Ci gorąco.- Zaśmiał się Malik.
-Nowy Mister Mokrego Podkoszulka!- Krzyknął Louis.
-Odczep się.
-Oni tak zawsze?- Spytałam El.
-Zazwyczaj.
-Masakra.
-No wiem, ale z nimi nie da się nudzić i to najważniejsze.
-Racja.
     Chłopacy skończyli próbę, a Liam poszedł zmienić koszulkę.
-Idziemy na pizzę.- Powiedział Niall i przerzucił mnie sobie przez ramię.- A ty idziesz z nami.
-Postaw mnie do cholery!
-Nie. Idziemy.

~~Piątek~~
-Zadzwonię po Ciebie jak coś.- Uśmiechnęłam się wysiadając z samochodu. Pod blok, w którym mieszka Jan przywiózł mnie Hazz. Nie sądzę bym wróciła trzeźwa.
-Spoko. Tylko nie za późno, okey?
-Postaram się.-Wysiadłam, a chłopak odjechał. Weszłam do holu, gdzie czekała na mnie przyjaciółka.
-Cześć.- Przytuliła mnie na powitanie.- Chodź, bo się spóźnimy.- Weszłyśmy do windy i wjechałyśmy na odpowiednie piętro.
-Cześć dziewczyny.- Przywitał się Zack, gdy weszłyśmy do jego mieszkania. Od razu poczułam uderzający zapach alkoholu i papierosów. Innych by to raczej odrzucało, ja się przyzwyczaiłam.

~~3 godziny później~~
-Widziałeś Jennifer?- Kolejna osoba pokręciła głową, a ja coraz bardziej martwiłam się o przyjaciółkę.
   Nie widziałam jej od półgodziny. Wiem, że jet dorosła, ale raczej by mi powiedziała gdyby wychodziła... No i na pewno odebrałaby telefon. Rozglądałam się dookoła. Nareszcie zobaczyłam Jennifer. Wychodziła z łazienki. Też kogoś szukała. Spojrzała w moją stronę i zaczęła iść w moim kierunku. Miała zapłakane oczy, rozmazany makijaż i podarte rajstopy.
-Chodź tu do mnie.- Objęłam ją i wyszłyśmy z mieszkania Zacka.- Co się stało?
-On był silniejszy.- Zapłakała, a ja przytuliłam ją do siebie.
-Ciiiii już dobrze. Zostaniesz na noc u mnie, dobrze?- Dziewczyna pokiwała głową, a ja wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam do Harrego.
-Cześć Harry. Przyjedziesz?
-Już jadę. Dlaczego jesteś taka roztrzęsiona? Stało się coś?
-Tak. Powiem Ci jak przyjedziesz. Czekam.- Rozłączyłam się.- Chodź na dół. Harry już jedzie.
-Co jej się stało?- Spytał Harry wysiadając i podchodząc do nas.
-Sama nie wiem. Poczekacie chwilę?
-Tak.- Powiedziała cicho Jen. Pobiegłam do Zacka. Wiem kto wychodził przed Jennifer z łazienki.
-Gdzie jest Mark?- Spytałam Zacka.
-Tam.- Wskazał na bruneta.- A co się stało?
-Nie ważne.- Podeszłam do chłopaka i wymierzyłam mu liścia w twarz.- Jak mogłeś jej to zrobić?
-Normalnie. Sama nie chciała dać.- Zaśmiał mi się w twarz. Nawet nie udawał, ze nie wie o co chodzi. Dupek. Nadepnęłam mu z całej siły na stopę, aż się zgiął w pół. kopnęłam go z kolana w brzuch.
-Ja też dałam radę to zrobić normalnie. I nic nie powstrzyma mnie bym zrobiła to jeszcze raz. Tylko się do nas zbliż.- Chłopak miał łzy w oczach... Widać go bolało... Nie moja wina... Sam sobie nagrabił... Z chęcią przywaliłabym mu jeszcze raz, ale odwróciłam się i wróciłam do przyjaciółki.- Możemy jechać.- Powiedziałam wsiadając. Usiadłam obok Jen, która ciągle płakała.- Już dobrze. Nie płacz.- Przytuliłam ją.- Jestem z tobą.
-Jesteśmy.
-Dzięki Hazz.- Uśmiechnęłam się do chłopaka.- Pomożesz?- Spytałam patrząc na przyjaciółkę, która zasnęła najwyraźniej zmęczona płaczem.
-Jasne.- Harry wysiadł i wziął Jen na ręce. Poszłam przed nim żeby otworzyć drzwi.
-Chodź.- Weszliśmy na górę i zaprowadziłam Harrego do pokoju dla gości. Odkryłam łóżko. Harry położył dziewczynę na łóżku. Zmyłam jej makijaż i zdjęłam jej szpilki.- Dzięki. Dalej sobie poradzę.
-Dobra. Dasz jej tam wrócić?
-W życiu. Mark jest współlokatorem Zacka.
-To co zrobisz?
-Jen zamieszka u mnie. Mam wielki dom i siedzę tu sama, a ona nie może tam wrócić.
-Racja. Wiesz muszę już iść. Cześć.
-Pa.
   Harry wyszedł. Zamknęłam za nim drzwi. Poszłam do siebie przebrałam się, zmyłam makijaż i poszłam spać.
~~Rano~~
-Śpisz?- Spytałam zaglądając do Jen.
-Nie.-Weszłam do niej.
-Dobrze się czujesz?- Dziewczyna pokręciła głową, a jej oczy zeszkliły się.- Proszę nie płacz.- Powiedziałam przytulając ją. Wszystko będzie dobrze. Pojedziemy na policję.
-Co?! Nie... On to zrobi jeszcze raz... Powiedział tak... Nie pójdę na żadną policję...- Powiedziała szlochając.
-Dobrze. Tylko się uspokój, proszę. Będzie dobrze obiecuję.
-Ja tam nie wrócę...
-Nie wrócisz. Zostaniesz u mnie.
-Pożyczysz mi coś? Nie będę chodziła cały czas w tej sukience.
-Jasne. Idź się wykąp, a ja Ci coś znajdę. Potem pojadę do Ciebie i zabiorę rzeczy.
-Dzięki. Nie chce mi się tam wracać... Ale nie mogę Cię wykorzystywać.
-Daj spokój nie ma problemu.
-Jesteś pewna?
-Tak. Nie przejmuj się.- Uśmiechnęłam się i wyszłam.



5 like- next

poniedziałek, 26 maja 2014

Rozdział 8

-Mogę wpaść jak chcesz.
-Nie dziś. Muszę do szkoły iść.
-Kujon.- Zaśmiałam się.
-Żaden kujon.
-Jen masz 19 lat lat powinnaś żyć, bawić się i w ogóle, a nie do szkoły.
-Chciałabym, ale wiesz...
-Wiem. ,,Jeśli do 25 urodzin nie poprosisz nas o pomoc materialną oraz zdobędziesz zawód to firma, salony nie ważne czy fryzjerski czy kosmetyczny będą twoje... Bla, bla, bla"- Powiedziałam udając głos jej ojca.- Wiesz, że jeśli będziesz czegoś potrzebowała to wal śmiało. Ja Ci zawsze pomogę.

-Wiem. Choćbyś miała poruszyć niebo i ziemię, prawda?- Kiedy żegnałyśmy się przed moim wyjazdem do NY powiedziałam, że codziennie będziemy gadać choćbym miała poruszyć ziemię i niebo by to nam się udało. Rzadko płakałam, a to pożegnanie było jedną z tych chwil.
-Nawet jeśli.
-Tylko się nie rozklejaj.-Zaśmiała się.
-Nie rozklejam się. Skały nie płaczą.
-Oj już nie udawaj. Znam Cię.
-A ja się z tego cieszę. A kiedy mogę wpaść?
-W piątek? Zack robi imprezę. Na pewno się nie obrazi jak się wprosisz.
-No ja myślę, że nie. Kto by się obraził?
-Wiesz muszę kończyć, bo za półgodziny mam być na zajęciach. Buziaki.
-Papatki.- Rozłączyłam się.
Sypialnia Amandy
     Teoretyczne powinnam wstać... W praktyce nikt mnie nie woła, nigdzie mi się nie spieszy, gości raczej nie będzie... Idę dalej spać... Odwróciłam się plecami do okna i nakryłam kołdrą na głowę. Usłyszałam dzwonek do drzwi.
-Kto i co do cholery chce ode mnie?- Spytałam sama siebie wstając z łóżka. Zeszłam na dół po schodach i poszłam otworzyć drzwi, gdy ktoś molestował dzwonek.
-Już otwieram.- Powiedziałam otwierając dni.
-Siema. Ładna... Piżama?- Spytał się roześmiany Niall.
-Tak piżama. Niektórzy ludzie mają takie dziwne przyzwyczajenie nie wiedzieć czemu lubią spać... No skąd to się bierze?
-Ja też nie. Mogę wejść?
-Tak wchodź.- Powiedziałam i zamknęłam za nim drzwi.- Więc co Cię do mnie sprowadza o tak nie ludzkiej porze?
-Nie ludzkiej? Dziewczyno jest 11. Do której ty śpisz?
-Ostatnio jak nikt mi nie przeszkadzał to spałam do 15, a co?- Niall się zaśmiał.
-Nie no spoko. A przyszedłem, bo Hazz chciał żebyś z nami na próbę poszła.
-Tak? A dlaczego?
-Kazał powiedzieć, ze Cię kocha i nie chce żebyś cały dzień przesiedziała w domu.
-Aha. Spoko przekaż, że mogę iść. O której?
-Za godzinę masz być u nas. Jak przyjdziesz wcześniej nikt się nie obrazi.
-Dobrze.- Uśmiechnęłam się.- Tylko czy ja się w godzinę wyrobie?
-Dasz radę. Czekamy.- Powiedział, obrócił się na pięcie i wyszedł. Westchnęłam.
    Poszłam do kuchni i zrobiłam sobie śniadanie. Zjadłam i poszłam na górę i do łazienki. Wzięłam prysznic, zrobił makijaż i związałam włosy w niedbały kok. Przeszłam do garderoby i założyłam to i zeszłam na dół i do chłopaków. Minęło 55 min. 
-Hej.- Powiedział Louis, który otworzył.
-Siema. 
-Wchodź.- Weszliśmy do salonu.- Zaza już wyszedł?
-Nie. Mówiłem, że siedzi dłużej w łazience niż dziewczyny.- Zaśmiał się Harry podchodząc do mnie i przytulając na powitanie.
-Skąd wiesz ile siedzę w łazience?
-Nie chodzi o to. On poszedł już jak Niall poszedł do Ciebie.- Powiedział śmiejąc się Lou i oberwał poduszką z sofy.
-Orientuj się plotkarzu.- Zaśmiał się Zayn stojący obok sofy
-Nie plotkuje.- Powiedział Louis cisnąc w niego poduszką. Malik w porę zrobił unik.
-Chłopaki spokój!- Powiedział Paul, który właśnie wszedł.- Jedziemy. Cześć Amanda.- Uśmiechnął się do mnie.
-Ja pojadę swoim autem.
-Jadę z nią. Nie trafi sama.- Powiedział Harry.
-Dobra. To wynocha i na próbę.- Powiedział Paul pośpieszając nas.

-Nie Harry daj spokój.
-No weź jedna piosenka.
-Nie! Przeliterować?-Harry próbował mnie wciągnąć na scenę podczas śpiewania ,, Little White Lies".
-Nie dzięki. I tak Cię tu wciągnę. Jak nie teraz to późnej.
-Pomarzyć każdy może.- Powiedziałam, a on się odwrócił i poszedł do chłopaków.
-Mówił, że masz piękny głos.- Powiedziała Eleanor uśmiechając się do mnie.
-Zawsze przesadza. Ja już pod tym względem go nie słucham.
-Hej El.- Powiedziała Perrie. Nawet nie zauważyłam kiedy przyszła. Zamiast się przywitać spojrzała na mnie z dezaprobatą, a ja wywróciłam oczami.-Co?
-Nie nic.
-Przeszkadzam Ci?
-A czy ja coś mówię? Zayn to twój chłopak więc jeśli jakimś tam cudem jeszcze Cię znosi to mi nie przeszkadzasz.
-Jakimś cudem?!
-Daj spokój.-Powiedziałam i spojrzałam na scenę, gdy poczułam uderzenie w nogę. Spojrzałam się w stronę blondyny, która nawet nie próbowała udawać, że to nie ona.- We mnie chcesz wroga? 
-Ja? A gdzieżby... Tylko wiesz odejdź kawałek ode mnie, bo głupotą się nie chce zarazić.
-Suka.- Powiedziałam cicho, ale tak by ona usłyszała.
-Słyszałam.
-Miałaś słyszeć kochana.- Powiedziałam i posłałam jej przesłodzony uśmiech. Widziałam w jej oczach złość. Powoli wyprowadzałam ją z równowagi. Gdy ona była cała spięta ja stałam rozluźniona. To najbardziej wkurza. Kiedy chcesz komuś dopiec, a on nawet nie reaguje.- Tak wiem smutne, ale prawdziwe.- Odwróciłam się i poszłam do chłopaków, którzy mieli próbę.
-Zaśpiewaj.- Powiedział Harry dając mi mikrofon.
-A dasz mi z tym spokój jak zaśpiewam?
-Tak.
-Spoko.- Wzięłam mikrofon do ręki.
https://www.youtube.com/watch?v=Uhj0ymhgK9E



5 kom-next

poniedziałek, 5 maja 2014

Rozdział 7

-Wiesz ja już chyba pójdę do siebie.- Powiedział Harry około 20.Skoro tak uważasz. to chodźmy. Odprowadzę Cię.
-Chyba trafię.- Zaśmiał się Harry zakładając kurtkę.
-Chyba tak. Cześć.
-Do jutra.- Powiedział całując mnie w policzek.
   Wyszedł, a ja zamknęłam drzwi na klucz. Jack ma własne jak będzie chciał to sobie otworzy. Udałam się do kuchni i zrobiłam sobie gorącą czekoladę z piankami. Poszłam na gorę i założyłam bluzkę z napisem ,,Too Bad" i czarne leginsy (moja piżama). Wyszłam na blakon i zaczęłam wpatrywać się w gwiazdy. Kiedy byłam mała babcia powiedziała, że gdy umiera ktoś bliski naszemu sercu na niebie pojawia się nowa gwiazda. Każdej nocy pilnuje nas i czuwa nad nami. Szkoda, że teraz ona jest tą gwiazdą.
   Siedział tak na leżaku i wpatrywałam się w niebo, gdy usłyszałam, że ktoś otwiera drzwi na przeciwko. Był to Zayn. Chyba mnie nie zauważył. Patrzył się na jezdnię.
-Wszystko ok?
-Tak, a co miało by być źle?- Odpowiedział nie odwracając się.
-Tak właściwie to nie wiem. Może chcesz pogadać.- Nie umiał rozmawiać o problemach. Modliłam się w duchu żeby odmówił.
-Nie dzięki.
-Uffff- powiedziałam cicho.
-Co?
-Nie nic.- Zayn się zaśmiał i spojrzał na mnie.- Podzielisz się tym co Cie tak rozśmieszyło?
-Harry mówił żeby z tobą nie zadzierać i w ogóle, że jesteś chamska i na szacunek u ciebie trzeba zapracować.
-I? To Cię rozbawiło?
-Nie. Rozbawiło mnie to, że znasz mnie dopiero trzeci dzień i jesteś miła. Hazz mówił, że możesz przez pół roku możemy Cie obchodzić tyle co nic, a ty jesteś po prostu miła.
-Ach... Widzisz są osoby, dla których chamska mogę być całe życie i są osoby, których mogę nie znać, ale je szanuje i nie traktuje jak powietrze.
-A my jesteśmy którą z grup?
-Ty i chłopaki tą drugą.
-Tak? A dlaczego?
-Nie wiem... Może dlatego, że Hazz was lubi... Albo dlatego, że nie zachowujecie się jak dupki i banda idiotów. Ja po prostu czuje, że ktoś na szacunek zasługuje.- Zayn się uśmiechnął.- Nie ma z czego się cieszyć. Na razie jestem miła, ale jeden fałszywy ruch i jesteś moim wrogiem.
-Aha... Będę pamiętać...
-To dobrze... Perrie chyba mnie nie lubi.- Powiedziałam po chwili ciszy.
-Nie lubi to mało powiedziane...
-Harry mówił, że zrobiła Ci awanturę, bo widziała mnie w samej bieliźnie...
-Nie przejmuj się...- Spojrzał w drugą stronę.
-Przepraszam.- ,, Dobra miła możesz być, ale bez przeginania. Najpierw chcesz gadać... Teraz przepraszasz... wtf?''
-Za co?
-Dostałeś przeze mnie opieprz.
-Daj spokój.- Odwrócił się i oparł plecami o barierkę.- I nie przejmuj się Pezz. Na mnie może się drzeć. A jak pokrzyczy na mnie to potem zostawi Cię. Wolę jak krzyczy niż jak się nie odzywa.
-Że ty się tak dajesz.- Zaśmiałam się.- I jeszcze sam się podkładasz.
-Może i tak, ale ja ją kocham i jeśli krzycząc jest szczęśliwa to niech krzyczy.
-Miłość jest głupia.
-Może nigdy się nie zakochałaś.
-Właśnie się zakochałam. Ale książę z bajki okazał się dupkiem. Dzięki niemu jestem taka jak teraz.
-Nie każdy jest taki.
-Ale wszyscy są podobni... Wiesz nie lubię gadać o uczuciach.- Szukałam w wymówki.- Wiesz mój brat chyba wrócił. Muszę spadać. Cześć.
-Cześć. Może jutro ty do nas wpadniesz.
-Postaram się.- Powiedziałam i zamknęłam balkon.- Idiotka z ciebie.- Powiedziałam do siebie i pokręciłam głową.
    Spojrzałam na budzik. Na wyświetlaczy widniała godzina 23. Położyłam się i zasnęłam.

~~ Rano ~~

     Obudził mnie telefon. Kto się dobija do mnie o tej porze. Odebrałam.
-Jen czy ty wiesz, która jest godzina?
-10? -Spojrzałam na zegarek.- No dobra wygrałaś. Co jest?
-Znasz tego Zacka?- Spytała podekscytowana.
-Te mega ciacho?- Zaśmiałam się.
-Tak tego. Ten co mieszka piętro wyżej.
-No to dobrze? Zawsze Ci się podobał.
-No tak, ale to nie wszystko. Wczoraj przyszedł pogadać. I tak niby to sekretnie w trakcie rozmowy  podpytał się o to czy nadal jesteś taka ostra jak wtedy... Spytał się czy nie wiem czy wróciłaś do Londynu.
-Mogłaś powiedzieć, że dobre dziewczynki idą gdzie chcą, a złe do Londynu.- Po drugiej stornie usłyszałam śmiech przyjaciółki.
-I pytał się czy masz chłopaka.
-Mogłaś powiedzieć, że nie mam i nie chce.



5 kom- next

środa, 23 kwietnia 2014

Rozdział 6

Ami ja idę do pracy! * - Usłyszałam mojego brata z dołu.
Przestań się kurwa tak wydzierać, bo niektórzy w przeciwieństwie do Ciebie mają kaca.- Powiedziałam stając na samej górze schodów. Na poprawinach wypiłam wiecej niż na samym weselu.
Sorki. - Powiedział ciszej.- Napisze do Hazzy żeby jak wytrzeźwieje to przyszedł czy jeszcze nie wykorkowałaś.- (Kupił mi na złość dom obok nas i co więcej wprowadził się  tam razem z kolegami z zespołu i Eleanor)
- Bardzo śmieszne. Hehehe. - Powiedziałam. 
- Śmiej się do woli. Tabletki leżą na blacie w kuchni. Cześć pijusie. - Powiedział i wyszedł, a ja poszłam do kuchni połknęłam tabletki na kaca i wróciłam do pokoju cierpieć w samotności. 
    Położyłam się na łóżku i obróciłam w stronę balkony skąd widać było niegdyś pusty pokój wielkiej willi. Dziś po pokoju krzątał się przystojny mulat o zniewalającym spojrzeniu, malinowych ustach i głosie, za którym szaleje połowa... Nie no dobra więcej niż połowa nastolatek na tym świecie. Zayn właśnie poprawiał włosy, gdy do jego pokoju wszedł Harry i powiedział coś do niego wskazując na okno i na... mnie. Cholera, a ja wyglądam jak siedem nieszczęść. Szybko poderwałam się z łóżka i powędrowałam do łazienki.
- No nie moja panno trzeba Cię doprowadzić do porządku. - Powiedziałam do swojego odbicia w lustrze. 
   Wyglądałam masakrycznie. Poplątanie włosy, wory pod oczami, blada jak duch... Jednym słowem żywy trup. Wzięłam prysznic. Gorąca woda ożeźwiła mnie. Wyszłam spod prysznica włożyłam bieliznę i chwyciłam szczotkę. Zabrałam się do rozczesywania włosów, które stawiały jednak opór. Po dziesięciu minutach doprowadziłam moje włosy do porządku co sprawiło, że wyglądałam przyzwoicie. Zrobiłam lekki makijaż i luźny kok, po czym wyszłam z łazienki kierując się w stronę garderoby ( nadal miałam na sobie tylko bieliznę). Przyznaję się. Ukradkiem spojrzałam w stronę pokoju Malika, gdzie siedziała Parrie z otwartymi szeroko oczami wpatrując się z niedowierzaniem we mnie... ,,Może zdziwiła się, że wyglądam lepiej od niej. Mnie to nie dziwi" - pomyślałam i wzruszyłam ramionami. Weszłam do garderoby i zaczęłam przeszukiwać wieszaki by wybrać jakieś ciuchy. Zdecydowałam się na luźną stylizację (bez torebki) i wyszłam z garderoby. Wzięłam telefon by sprawdzić czy nikt się do mnie nie dobijał. Był SMS od Hazzy. Odpisałam i zeszłam na dół. Zrobiłam sobie herbaty i usiadłam na sofie. Zaczęłam pstrykać po kanałach.

~~Harry~~
-Znowu się kłócą.- Powiedział ze smutkiem Liam.
-Założę się, ze jej znowu coś nie pasuje. Jeszcze trochę, a Zaza już nie wytrzyma.- Skomentował Niall
-Ja się dziwię, że jeszcze z nią wytrzymuje.
  Siedzieliśmy z Li i Nillerem w salonie i słuchaliśmy jak ,, panna idealna" drze się naszego kumpla... Znowu... Non stop coś mu wytyka, a najgorsze w tym jest to, że nie mogę tam po prostu iść i ją uspokoić bo Zayn kazał nam się nie wtrącać.
-Uwaga Godżilla schodzi ze schodów.- Zaśmiał się cicho Niall, gdy usłyszeliśmy stukot szpilek o drewniane schody. Perrie zeszła na dół i spojrzała na mnie wzrokiem mordercy.
-Co zrobiłem?
-Ty? Nic, ale ta twoja kochana siostrunia tak. Za kogo ona się uważa?!
-No dajesz. Co zrobiła.
-Chodzi po całym domu prawie że naga jak jakaś dziwka, a ty się pytasz co zrobiła?!
-Przegięłaś. To jej dom i ma prawo robić co chce! Nie jej wina, że Zayn wybrał akurat ten pokój jasne?! A dziwką jeśli chcesz to zostań, ale o niej tak nie mów, bo pożałujesz!
-Tak? A co mi zrobisz? - Chciałem jej pokazać zdjęcia, które jej niedawno zrobiłem. Nie wiedziała o tym, że ona i jej gach są  tym samym klubie co ja, ale na schodach stał Zayn i w końcu nie zrobiłem nic.
- No widzisz... Więc pogadaj z tą... Amelią, tak?
-Amandą.- Powiedziałem przez zaciśnięte zęby.
-Jak zwał tak zwał. Nie warto pamiętać jej imienia...
-Wyjdź stąd!- Przerwałem jej. Zrobiła urażoną minę i spojrzała na Zayna tak jakby myślała, ze to jej coś pomoże.-  Wynocha, słyszysz?!
-Dlaczego?
-Bo ktoś kto obraża moją rodzinę nie ma wstępu do tego domu.
   Edwards obróciła się na pięcie i wyszła nawet nie żegnając się z Zazą.
-Sory stary, ale od dziś ja jej tolerować tu nie będę.- Zwróciłem do Zayna.
-Spoko. Nie zmuszam Cię.- powiedział i poszedł na górę. był ewidentnie przybity.
-Czemu nie pokazałeś tych zdjęcie?- Spytał Liam
-Nie chcę bardziej dobijać Zayna.
-To lepiej go okłamywać i niech go zdradza na prawo i lewo.- Zauważył Niall
-No nie, ale też stu procent pewności nie mam. Na tych zdjęciach nie widać, że się całowali. Nie wiem czy doszło potem do czegoś więcej. Wole być pewny jak mu je pokaże. Rozumiesz? Nie chcę żeby chodził jeszcze gorzej przybity...
-Racja.- Pokiwał głową Liam
-Wiecie ja już idę do Ami.
-Spoko tylko jej nie mów jak ,, panna idealna" ją nazywa.
-Wiesz zdaje mi się, ze Amanda nawet by się nie przejęła. Nie jest pierwszą, która ją tak nazwała. Dziwne, ze zazwyczaj są to zazdrosne dziewczyny...
-Jest o co być zazdrosną.- Zaśmiał się Niall.
-Mówiłem, że się zabujał.
-Nie zabujałem się, ale na pierwszy rzut widać, ze Amanda jest ładna. Powiedz, że Ci się nie podoba.
-Ładna jest, ale ja mam dziewczynę.
-Dobra nie kłóćcie się. Ja lecę.- Powiedziałem i poszedłem do Amandy.

~~Amanda~~
  Oglądałam jakiś kabaret, gdy usłyszałam dzwonek do drzwi. Wstałam i poszłam je otworzyć.
-Cześć.- Powiedział Hazz przytulając mnie.- Żyjesz jeszcze?
-Jak widać.
-To dlatego tak szybko zniknęłaś. A my z Zazą myśleliśmy, ze poszłaś rzygać. Nie wiesz jaką Perrie zrobiła awanturę, bo zobaczyła Cię w bieliźnie.
-To dlatego była taka zdziwiona.- Powiedziałam gdy wchodziliśmy do salonu.- Chcesz kawy? Herbaty?
-Możesz kawę zrobić. Widziała Cię? Myślałam, że tylko żartowała jak powiedziała, ze chodzisz prawie naga po domu.
-Po pierwsze po pokoju, a po drugie przechodziłam tylko z łazienki do garderoby.
-Daj spokój. Ona od kiedy Zayn się jej oświadczył znajduje najmniejszy pretekst żeby tylko na niego na wrzeszczeć i wytknąć mu błędy. A on się daje. Dziwię się, ja bym nie wytrzymał.
-Mówiłam. Te debilne uczucia niszczą człowieka.
-Nie rozumiesz miłości to przestań narzekać.




_________________________________________________
5 kom- next

* Kursywą pisane są wypowiedzi po polsku