poniedziałek, 5 maja 2014

Rozdział 7

-Wiesz ja już chyba pójdę do siebie.- Powiedział Harry około 20.Skoro tak uważasz. to chodźmy. Odprowadzę Cię.
-Chyba trafię.- Zaśmiał się Harry zakładając kurtkę.
-Chyba tak. Cześć.
-Do jutra.- Powiedział całując mnie w policzek.
   Wyszedł, a ja zamknęłam drzwi na klucz. Jack ma własne jak będzie chciał to sobie otworzy. Udałam się do kuchni i zrobiłam sobie gorącą czekoladę z piankami. Poszłam na gorę i założyłam bluzkę z napisem ,,Too Bad" i czarne leginsy (moja piżama). Wyszłam na blakon i zaczęłam wpatrywać się w gwiazdy. Kiedy byłam mała babcia powiedziała, że gdy umiera ktoś bliski naszemu sercu na niebie pojawia się nowa gwiazda. Każdej nocy pilnuje nas i czuwa nad nami. Szkoda, że teraz ona jest tą gwiazdą.
   Siedział tak na leżaku i wpatrywałam się w niebo, gdy usłyszałam, że ktoś otwiera drzwi na przeciwko. Był to Zayn. Chyba mnie nie zauważył. Patrzył się na jezdnię.
-Wszystko ok?
-Tak, a co miało by być źle?- Odpowiedział nie odwracając się.
-Tak właściwie to nie wiem. Może chcesz pogadać.- Nie umiał rozmawiać o problemach. Modliłam się w duchu żeby odmówił.
-Nie dzięki.
-Uffff- powiedziałam cicho.
-Co?
-Nie nic.- Zayn się zaśmiał i spojrzał na mnie.- Podzielisz się tym co Cie tak rozśmieszyło?
-Harry mówił żeby z tobą nie zadzierać i w ogóle, że jesteś chamska i na szacunek u ciebie trzeba zapracować.
-I? To Cię rozbawiło?
-Nie. Rozbawiło mnie to, że znasz mnie dopiero trzeci dzień i jesteś miła. Hazz mówił, że możesz przez pół roku możemy Cie obchodzić tyle co nic, a ty jesteś po prostu miła.
-Ach... Widzisz są osoby, dla których chamska mogę być całe życie i są osoby, których mogę nie znać, ale je szanuje i nie traktuje jak powietrze.
-A my jesteśmy którą z grup?
-Ty i chłopaki tą drugą.
-Tak? A dlaczego?
-Nie wiem... Może dlatego, że Hazz was lubi... Albo dlatego, że nie zachowujecie się jak dupki i banda idiotów. Ja po prostu czuje, że ktoś na szacunek zasługuje.- Zayn się uśmiechnął.- Nie ma z czego się cieszyć. Na razie jestem miła, ale jeden fałszywy ruch i jesteś moim wrogiem.
-Aha... Będę pamiętać...
-To dobrze... Perrie chyba mnie nie lubi.- Powiedziałam po chwili ciszy.
-Nie lubi to mało powiedziane...
-Harry mówił, że zrobiła Ci awanturę, bo widziała mnie w samej bieliźnie...
-Nie przejmuj się...- Spojrzał w drugą stronę.
-Przepraszam.- ,, Dobra miła możesz być, ale bez przeginania. Najpierw chcesz gadać... Teraz przepraszasz... wtf?''
-Za co?
-Dostałeś przeze mnie opieprz.
-Daj spokój.- Odwrócił się i oparł plecami o barierkę.- I nie przejmuj się Pezz. Na mnie może się drzeć. A jak pokrzyczy na mnie to potem zostawi Cię. Wolę jak krzyczy niż jak się nie odzywa.
-Że ty się tak dajesz.- Zaśmiałam się.- I jeszcze sam się podkładasz.
-Może i tak, ale ja ją kocham i jeśli krzycząc jest szczęśliwa to niech krzyczy.
-Miłość jest głupia.
-Może nigdy się nie zakochałaś.
-Właśnie się zakochałam. Ale książę z bajki okazał się dupkiem. Dzięki niemu jestem taka jak teraz.
-Nie każdy jest taki.
-Ale wszyscy są podobni... Wiesz nie lubię gadać o uczuciach.- Szukałam w wymówki.- Wiesz mój brat chyba wrócił. Muszę spadać. Cześć.
-Cześć. Może jutro ty do nas wpadniesz.
-Postaram się.- Powiedziałam i zamknęłam balkon.- Idiotka z ciebie.- Powiedziałam do siebie i pokręciłam głową.
    Spojrzałam na budzik. Na wyświetlaczy widniała godzina 23. Położyłam się i zasnęłam.

~~ Rano ~~

     Obudził mnie telefon. Kto się dobija do mnie o tej porze. Odebrałam.
-Jen czy ty wiesz, która jest godzina?
-10? -Spojrzałam na zegarek.- No dobra wygrałaś. Co jest?
-Znasz tego Zacka?- Spytała podekscytowana.
-Te mega ciacho?- Zaśmiałam się.
-Tak tego. Ten co mieszka piętro wyżej.
-No to dobrze? Zawsze Ci się podobał.
-No tak, ale to nie wszystko. Wczoraj przyszedł pogadać. I tak niby to sekretnie w trakcie rozmowy  podpytał się o to czy nadal jesteś taka ostra jak wtedy... Spytał się czy nie wiem czy wróciłaś do Londynu.
-Mogłaś powiedzieć, że dobre dziewczynki idą gdzie chcą, a złe do Londynu.- Po drugiej stornie usłyszałam śmiech przyjaciółki.
-I pytał się czy masz chłopaka.
-Mogłaś powiedzieć, że nie mam i nie chce.



5 kom- next

środa, 23 kwietnia 2014

Rozdział 6

Ami ja idę do pracy! * - Usłyszałam mojego brata z dołu.
Przestań się kurwa tak wydzierać, bo niektórzy w przeciwieństwie do Ciebie mają kaca.- Powiedziałam stając na samej górze schodów. Na poprawinach wypiłam wiecej niż na samym weselu.
Sorki. - Powiedział ciszej.- Napisze do Hazzy żeby jak wytrzeźwieje to przyszedł czy jeszcze nie wykorkowałaś.- (Kupił mi na złość dom obok nas i co więcej wprowadził się  tam razem z kolegami z zespołu i Eleanor)
- Bardzo śmieszne. Hehehe. - Powiedziałam. 
- Śmiej się do woli. Tabletki leżą na blacie w kuchni. Cześć pijusie. - Powiedział i wyszedł, a ja poszłam do kuchni połknęłam tabletki na kaca i wróciłam do pokoju cierpieć w samotności. 
    Położyłam się na łóżku i obróciłam w stronę balkony skąd widać było niegdyś pusty pokój wielkiej willi. Dziś po pokoju krzątał się przystojny mulat o zniewalającym spojrzeniu, malinowych ustach i głosie, za którym szaleje połowa... Nie no dobra więcej niż połowa nastolatek na tym świecie. Zayn właśnie poprawiał włosy, gdy do jego pokoju wszedł Harry i powiedział coś do niego wskazując na okno i na... mnie. Cholera, a ja wyglądam jak siedem nieszczęść. Szybko poderwałam się z łóżka i powędrowałam do łazienki.
- No nie moja panno trzeba Cię doprowadzić do porządku. - Powiedziałam do swojego odbicia w lustrze. 
   Wyglądałam masakrycznie. Poplątanie włosy, wory pod oczami, blada jak duch... Jednym słowem żywy trup. Wzięłam prysznic. Gorąca woda ożeźwiła mnie. Wyszłam spod prysznica włożyłam bieliznę i chwyciłam szczotkę. Zabrałam się do rozczesywania włosów, które stawiały jednak opór. Po dziesięciu minutach doprowadziłam moje włosy do porządku co sprawiło, że wyglądałam przyzwoicie. Zrobiłam lekki makijaż i luźny kok, po czym wyszłam z łazienki kierując się w stronę garderoby ( nadal miałam na sobie tylko bieliznę). Przyznaję się. Ukradkiem spojrzałam w stronę pokoju Malika, gdzie siedziała Parrie z otwartymi szeroko oczami wpatrując się z niedowierzaniem we mnie... ,,Może zdziwiła się, że wyglądam lepiej od niej. Mnie to nie dziwi" - pomyślałam i wzruszyłam ramionami. Weszłam do garderoby i zaczęłam przeszukiwać wieszaki by wybrać jakieś ciuchy. Zdecydowałam się na luźną stylizację (bez torebki) i wyszłam z garderoby. Wzięłam telefon by sprawdzić czy nikt się do mnie nie dobijał. Był SMS od Hazzy. Odpisałam i zeszłam na dół. Zrobiłam sobie herbaty i usiadłam na sofie. Zaczęłam pstrykać po kanałach.

~~Harry~~
-Znowu się kłócą.- Powiedział ze smutkiem Liam.
-Założę się, ze jej znowu coś nie pasuje. Jeszcze trochę, a Zaza już nie wytrzyma.- Skomentował Niall
-Ja się dziwię, że jeszcze z nią wytrzymuje.
  Siedzieliśmy z Li i Nillerem w salonie i słuchaliśmy jak ,, panna idealna" drze się naszego kumpla... Znowu... Non stop coś mu wytyka, a najgorsze w tym jest to, że nie mogę tam po prostu iść i ją uspokoić bo Zayn kazał nam się nie wtrącać.
-Uwaga Godżilla schodzi ze schodów.- Zaśmiał się cicho Niall, gdy usłyszeliśmy stukot szpilek o drewniane schody. Perrie zeszła na dół i spojrzała na mnie wzrokiem mordercy.
-Co zrobiłem?
-Ty? Nic, ale ta twoja kochana siostrunia tak. Za kogo ona się uważa?!
-No dajesz. Co zrobiła.
-Chodzi po całym domu prawie że naga jak jakaś dziwka, a ty się pytasz co zrobiła?!
-Przegięłaś. To jej dom i ma prawo robić co chce! Nie jej wina, że Zayn wybrał akurat ten pokój jasne?! A dziwką jeśli chcesz to zostań, ale o niej tak nie mów, bo pożałujesz!
-Tak? A co mi zrobisz? - Chciałem jej pokazać zdjęcia, które jej niedawno zrobiłem. Nie wiedziała o tym, że ona i jej gach są  tym samym klubie co ja, ale na schodach stał Zayn i w końcu nie zrobiłem nic.
- No widzisz... Więc pogadaj z tą... Amelią, tak?
-Amandą.- Powiedziałem przez zaciśnięte zęby.
-Jak zwał tak zwał. Nie warto pamiętać jej imienia...
-Wyjdź stąd!- Przerwałem jej. Zrobiła urażoną minę i spojrzała na Zayna tak jakby myślała, ze to jej coś pomoże.-  Wynocha, słyszysz?!
-Dlaczego?
-Bo ktoś kto obraża moją rodzinę nie ma wstępu do tego domu.
   Edwards obróciła się na pięcie i wyszła nawet nie żegnając się z Zazą.
-Sory stary, ale od dziś ja jej tolerować tu nie będę.- Zwróciłem do Zayna.
-Spoko. Nie zmuszam Cię.- powiedział i poszedł na górę. był ewidentnie przybity.
-Czemu nie pokazałeś tych zdjęcie?- Spytał Liam
-Nie chcę bardziej dobijać Zayna.
-To lepiej go okłamywać i niech go zdradza na prawo i lewo.- Zauważył Niall
-No nie, ale też stu procent pewności nie mam. Na tych zdjęciach nie widać, że się całowali. Nie wiem czy doszło potem do czegoś więcej. Wole być pewny jak mu je pokaże. Rozumiesz? Nie chcę żeby chodził jeszcze gorzej przybity...
-Racja.- Pokiwał głową Liam
-Wiecie ja już idę do Ami.
-Spoko tylko jej nie mów jak ,, panna idealna" ją nazywa.
-Wiesz zdaje mi się, ze Amanda nawet by się nie przejęła. Nie jest pierwszą, która ją tak nazwała. Dziwne, ze zazwyczaj są to zazdrosne dziewczyny...
-Jest o co być zazdrosną.- Zaśmiał się Niall.
-Mówiłem, że się zabujał.
-Nie zabujałem się, ale na pierwszy rzut widać, ze Amanda jest ładna. Powiedz, że Ci się nie podoba.
-Ładna jest, ale ja mam dziewczynę.
-Dobra nie kłóćcie się. Ja lecę.- Powiedziałem i poszedłem do Amandy.

~~Amanda~~
  Oglądałam jakiś kabaret, gdy usłyszałam dzwonek do drzwi. Wstałam i poszłam je otworzyć.
-Cześć.- Powiedział Hazz przytulając mnie.- Żyjesz jeszcze?
-Jak widać.
-To dlatego tak szybko zniknęłaś. A my z Zazą myśleliśmy, ze poszłaś rzygać. Nie wiesz jaką Perrie zrobiła awanturę, bo zobaczyła Cię w bieliźnie.
-To dlatego była taka zdziwiona.- Powiedziałam gdy wchodziliśmy do salonu.- Chcesz kawy? Herbaty?
-Możesz kawę zrobić. Widziała Cię? Myślałam, że tylko żartowała jak powiedziała, ze chodzisz prawie naga po domu.
-Po pierwsze po pokoju, a po drugie przechodziłam tylko z łazienki do garderoby.
-Daj spokój. Ona od kiedy Zayn się jej oświadczył znajduje najmniejszy pretekst żeby tylko na niego na wrzeszczeć i wytknąć mu błędy. A on się daje. Dziwię się, ja bym nie wytrzymał.
-Mówiłam. Te debilne uczucia niszczą człowieka.
-Nie rozumiesz miłości to przestań narzekać.




_________________________________________________
5 kom- next

* Kursywą pisane są wypowiedzi po polsku

sobota, 19 kwietnia 2014

Wesołego Alleluja, Happy Easter, Frohe Ostern, Христос воскрес


Alleluja, Alleluja ! 
Wesoły nam dziś dzień nastał, 
Chrystus bowiem zmartwychwstał, 
Radujcie się więc 
i z ufnością patrzcie w przyszłość. 
Niech zsyła na Was laski 
i wnosi szczęście do Waszego rodzinnego życia. 



piątek, 11 kwietnia 2014

Rozdział 5

    Dziwne już przy pierwszym spotkaniu ich polubiłam... To do mnie nie podobne, ale jak kogoś tak polubię to znaczy tylko tyle, że jest tego wart. Mimo,że są sławni są też sobą...
-Rzadko spotykałem takie dziewczyny, które palą.- Usłyszałam za sobą głos Zayna.
-Takie czyli jakie?- Spytałam odwracając się do mulata.
-No wiesz...- Powiedział zmieszany drapiąc się w tył głowy.-No takie...
-Dobra nie męcz się.- Zaśmiałam się.- Słyszałam to już kilka razy nie muszę się dopytywać.
-Czemu nie tańczysz?- Spytał Malik po chwili ciszy.
-Sama nie wiem...- Powiedziałam wyrzucając peta do kosza.
-Nie wiesz czy nie chcesz wiedzieć...
-Nie chce wiedzieć, a ty nie tańczysz, bo?
-Twój brat porwał mi Perrie...-Powiedział patrząc na salę pełną tańczących par.
-Nie martw się. Ma dziewczynę.
-Nie o to chodzi.
-A o co?
-Nie ważne. Chcesz zatańczyć?-Spytał wyciągając dłoń w moim kierunku.
-Dobrze.- Chwyciłam jego dłoń i poszliśmy na parkiet.

~~Harry~~
-Czemu nigdy nie mówiłeś, że masz taką ładną siostrę cioteczną?- Spytał mnie Niall.
-Bo nie pytałeś.
-Jakbym wiedział to bym pytał, co nie?
-Czy ja wiem? Z tobą nic nie wiadomo...
-Miły jesteś wiesz.- Mówiąc to walnął mnie lekko w ramie.
-Komuś się podoba siostra Stylesa...- Zaśmiał się Louis siadając obok Nillera.
-A komu się nie podoba? - Spojrzałem na Amandę tańczącą z Zaynem.
-Nie dobijaj Nialla...
-Co? Czemu ma mnie dobijać?
-Bo Ci się Ami podoba.
-Nie prawda!!!
-Nie kłóćcie się ok? To ślub Justina...
-Dobrze.- Powiedzieli naraz Louis i Niall.
  Piosenka skończyła się, a Zayn z Ami podeszli do naszego stolika.

~~Amanda~~
 -Nigdy nie widziałem żebyś jednego dnia uśmiechała się tyle co dziś.-Zaśmiał się Harry. Większość gości rozeszła się już do pokoi hotelowych. Harry odprowadzał mnie do mojego. O dziwo był trzeźwiejszy niż ja.
-Ja też. Do jutra.- Powiedziałam przytulając go.
-Do jutra... A raczej do południa?
- (było już około piątej rano)
-Racja.- Powiedziałam wchodząc pokoju.
  Od razu zdjęłam buty... Moje nogi... Tańczyłam z prawie wszystkimi. Zamieniałam obcisłą sukienkę na luźną piżamę i poszłam spać...

*Kilka godzin później*
   Wstałam około 13. Wzięłam prysznic i ubrałam się w to, włosy upięłam w luźny kok i zeszłam na sale by coś zjeść .
-Cześć.- Uśmiechnęła się do mnie Gemma. Usiadłam obok niej. Cały czas rozmawiałyśmy co zmieniło się od kiedy ostatni raz się widziałyśmy. Na rozmowie z nią straciłam rachubę czasu.
   Ktoś puścił muzykę, a dzieci i mniej rozgarnięci dorośli ( mój brat cioteczny z kolegami) zaczęli bawić się w ganianego.
-Ja się chyba do niego nie przyznaję.-Powiedziałam ze śmiechem wskazując na Harrego, który wszedł na scenę i zaczął śpiewać ,,Last First Kiss".
-Ja chyba też nie.- Powiedziała również śmiejąc się.
-Ej Ami chodź do mnie.-Pokręciłam głową. Podbiegł do mnie i próbował wyciągnąć mnie za rękę.- Chłopaki pomóżcie ona ma super głos. Musicie to usłyszeć.
-Harry nie chce to nie. Daj jej spokój.-Powiedział Liam.
-Poza tym będzie jeszcze okazja.- Uśmiechnął się Zayn.



_________________________________________________

5 kom- next

sobota, 22 marca 2014

Rozdział 4

     Wylądowaliśmy. Znowu w Londynie. Cudownie, co nie? Wszyscy by się cieszyli. Ten klimat... ludzie... Ogólnie raj... Żyć nie umierać... A ja? Ja czułam coś zupełnie innego... Chciałabym uciec stąd, gdzie pieprz rośnie... Same najgorsze wspomnienia miałam właśnie stąd... To jak kiedyś byłam poniżana... Jak spadałam na samo dno... No, ale miałam się od czego odbić... Nigdy więcej nie będę taka jak wtedy... Nigdy nie chcę tak cierpieć... Nigdy, ale to NIGDY się nie zakocham... Miłość to przymus... Nikomu nie jest potrzebna do szczęścia... Miłość po prostu nie istnieje... Miłość to tak naprawdę potrzeba ciepła, która nas opanowuje i sprawia, że nie zachowujemy się normalnie... Pieprzone uczucie... Zabija nas od środka...
-O czym tak myślisz?- Spytał Jack kiedy wsiadłam do auta.
-O wszystkim i o niczym... A co?
-Nie nic...
    Oboje nie byliśmy zbytnio rozmowni, więc na tym nasza wymiana zdań się skończyła. Po dziesięciu minutach dojechaliśmy do domu. Czekała tam na nas Lily dziewczyna mojego brata.
-Hej Misiu.- Powiedziała i przytuliła się do niego. Odwróciłam wzrok.... Jak ja nienawidzę zakochanych par... Odchrząknęłam żeby przypomnieć o mojej obecności...- Cześć Am.
-Cześć.
-Wie ja pojadę trochę do firmy... No wiesz...
-Jack przypominam, ze jestem dorosła i możesz mi powiedzieć, że jedziesz do Lily. A ja nawet wolę być sama.
-Nie rób nic głupiego.-Powiedział Jack wsiadają do auta. Zasalutowałam śmiejąc się.
   Odjechali, a ja odwróciłam się i weszłam do domu. Poszłam do pokoju, położyłam się na łóżku i starałam się nie myśleć, że następny dzień muszę spędzić wśród miłości itp... Spojrzałam na zdjęcie nad łóżkiem ( często tu przyjeżdżaliśmy nie opłacało się niczego zabierać). Mimowolnie się uśmiechnęłam. Jeśli są ludzie dzięki uśmiechasz się choćby byli tylko na fotografii to jest to moje cioteczny rodzeństwo, a zwłaszcza brat. Tylko on potrafi zarazić mnie tym swoim pięknym uśmiechem... Zresztą nie tylko mnie, bo każdą inną osobę.

(Następy dzień)

-Dobra idź załóż tą sukienkę.- Powiedziała Lily kończąc moją fryzurę. Wcześniej zrobiła mi delikatny makijaż.
-Dobra.- Po paru minutach wróciłam ubrana w to.-I jak?- Spytałam obkręcając się dookoła własnej osi.
-Super.- Powiedziała z uśmiechem. Ona była już przegotowana wcześniej. [KLIK]
-No ta jak dziewczyny jedziemy?- Spytał Jack wchodząc do mojego pokoju. Poprawiał sobie chusteczkę w butonierce. Pasował mu garnitur. Gdy przeniósł wzrok na nas pokręcił przecząco głową.- Jednak nie jedziemy.
-Czemu?
-Bo nie można wyglądać ładniej od panny młodej.- Zaśmiał się i podszedł od Lily obejmując ją w pasie. - Możesz robić grymasy, ale mało kogo to obchodzi... Jak się kiedyś zakochasz to zobaczysz jak to jest...- Powiedział do mnie.
-Oj daj jej spokój i chodźcie, bo ślub zaczyna ie za pól godziny.
-Racja jedziemy.
   Po dwudziestu minutach byliśmy pod kościołem. Nie lubię zakochanych par, ale muszę przyznać, że Ally z Justinem wyglądali wyjątkowo słodko. Ślub miął szybko, przynajmniej według mnie. Sala weselna była pięknie ustrojona. Weszliśmy do środka i każdy wypił toast za zdrowi młodej pary. Potem każdy usiadł i zaczęły się rozmowy pomiędzy rodzinami obojga nowożeńców. Rozmawiałam z bratem Justina, gdy ktoś szturchnął mnie w bok. Była to siedząca obok Amelia. Moja nastoletnia kuzynka.
-Zobacz. Harry przyjechał z przyjaciółmi.
-No tak. Przecież Jus jest gitarzystą w ich bendzie. No to chyba normalne. Zaprosił chłopaków, a oni przyszli ze swoimi dziewczynami.
-Ale...-Chciała coś jeszcze powiedzieć, ale przerwał jej członek zespołu, który grał na weselu, zapraszając wszystkich do tańca. Wszyscy wyszli na pierwszy taniec wieczoru. Gdy tylko się skończył poszłam usiąść. Nie chciało mi się tańczyć.
-A czemu taka ładna dziewczyna siedzi sama, a nie tańczy?- Usłyszałam głos za sobą. Odwróciłam się i zobaczyłam uśmiechniętego blondyna. Najwyraźniej nie tylko Hazza, ale i reszta jego przyjaciół ma to coś i zaraża uśmiechem.- Zatańczymy?- Wyciągnął w moją stronę nieśmiało rękę. Chwyciłam ją i wyszliśmy na parkiet.
-Jestem Niall Horan, ale to pewnie wiesz.
-A tak myślałam, ze skądś Cię kojarzę tylko nie mogła sobie przypomnieć skąd. To ty śpiewarz w tym zespole... Jak on się... No ten tego... A wiem One Direction?- Chłopak zaśmiał się.- Jestem Amanda Parker.
-Mówił Ci ktoś, że twoja uroda dorównuje humorowi?-Spytał obkręcając mnie.
-Nie jesteś pierwszy. Dziękuje.- Czemu zawsze jak ktoś uśmiechnie się do mnie tak szczerze to z wrednej suki zmieniam się w słodką laskę? Nie wiem i chyba nie chcę.
   Piosenka skończyła się, a Niall podziękował mi za taniec i pocałował mnie w rękę.
-Nie podrywaj.- Zaśmiał się Hazz idąc w naszym kierunku.- Widzę, ze poznałeś już moją najukochańszą siostrę cioteczną.
-Nie podrywa jej.
-Tak na pewno.
-Nie słuchaj Loczka. On rzadko wie, co mówi.
-Ja?
-Nie Święty Mikołaj.
-Skoro tak uważasz.- Wzruszył ramionami.- Skoro poznałaś już słodziaka choć poznać resztę.-Powiedział Harry i pociągnął mnie za rękę żebym poszła za nim. Zaprowadził mnie do stolika, przy którym siedział razem z przyjaciółmi.-Tak więc to jest Liam i Sophie, Louis i Elounor, Zayn i Perrie, a Nialla znasz... A i jeszcze to jest Amanda.-Powiedział wskazując na mnie.



wtorek, 25 lutego 2014

Rozdział 3

~~ Następny dzień ~~
  Siedziałam w samolocie fochnięta na ojca.
- Ej mała uśmiech.- Powiedział Jack. -Wreszcie zobaczysz Gemmę, Hazzę, ciocię Anne i resztę rodziny.
- I Jen.- Uśmiechnęłam się. - Dawno się nie widziałyśmy, a to moja najlepsza przyjaciółka.
- No właśnie.. Poza tym wiem, ze bardziej podoba Ci się w Londynie niż w NY.

- Nie prawda.

- Prawda i Mike się odczepi. -Powiedział, a mi uśmiech znikł z twarzy. Wszystko wróciło... To jak kiedyś byliśmy zakochania... A raczej ja byłam...

  Wyszłam z sali jako ostatnia. No, ale kujoni tak mają. Wyszłam z budynku szkoły i przeczytałam esa od Mika. Uśmiechnęłam się. Nadal w to nie wierzę. Chodzę z najładniejszym chłopakiem w szkole. Ja kujonica, która nic tylko by siedziała w szkole i uczyła się. Mike jest różnił się ode mnie bardzo, ale to bardzo. Był bad boyem, za którym szalały wszystkie dziewczyny w szkole. Właśnie mijałam zakątek, w którym zazwyczaj palili w czasie przerw... Nie znosiłam tego miejsca, gdy usłyszałam głos Mika i jakiejś dziewczyny. Nie lubiłam podsłuchiwać, ale to było dziwne.
- Przecież ty masz dziewczynę.
- Amandę? 
- Tak.
- Dziwię się, ze mi uwierzyła tym bardziej, że uwierzyli inni. Nie podoba mi się. Chodzę a nią tylko po to by mieć od kogo ściągać. - Powiedział i pocałował Katrine, a mi do oczu napłynęły łzy. Odwróciłąm się i pobiegłam zapłakana do domu.
  Od razu pobiegłam do pokoju, a za mną Jack.
- Co jest? - Spytał łapiąc mnie za nadgarstek i przytulając do siebie.
- Mike mnie nie kocha... On mnie wykorzystuje....
- Przestań płakać. On nie jest tego wart. -Pokiwałam głową.
- Mogę iść do siebie?
- Idź.
   Następnego dnia mieliśmy ważny test, z którego ocena byłą połową oceny rocznej. Udawałam, ze nic wczoraj nie słyszałam i o niczym nie wiedziałam. Gdy Mike pytał mnie o odpowiedzi podawałam mu błędne. Wiedziałam, ze się wkurzy, ale miałam to gdzieś.
   Tego samego dnia, którego podano wyniki Mike całej szkole rozpowiedział, że bawię się barbie i śpię z miśkiem, co oczywiście było plotką. Na chemii wezwany do odpowiedzi na tablicy napisał, ze jestem jeszcze dzieckiem itp. 
  Przez tydzień nie chodziłam do szkoły, aż w końcu się przełamałam. Zawsze byłam dziwną osobę i nikt naprawdę nie wiedział o mnie wszystkiego. Nikt poza rodziną i Jennifer.
  Czas pokazać na co mnie stać. Ubrałam się w to i poszłam do szkoły. Już na wejściu czułam, że wzrok każdego spoczywa na mnie, ale nie obchodziło mnie to. Przechodząc obok Mika i jego kumpli usłyszałam tylko jak mówi.
- Zakład, ze będzie moja? - Jaka z niego świnia. 
  Olałam go i poszłam do swojej szafki. Wypakowałam nie potrzebne książki i poszłam na lekcje. Usiadłam w ławce obok Mika, a ten zaczął do mnie podbijać... Biedaczyna.
- Amanda Parker.- Wyczytała moje nazwisko.
- Niestety jest.- Wszyscy w klasie spojrzeli na mnie. - Co? W życiu człowieka nie widzieliście. Wielkie zdziwienie, bo kujonica zniknęła. Szczerze to nigdy jej nie lubiłam.

  I tak oto jak stałam się wredną suką bez uczuć.



wtorek, 11 lutego 2014

Rozdział 2

   Wyszłam z gabinetu i szłam korytarzem do mojej szafki, gdy ktoś na mnie wpadł. Tak właściwie nie ktoś a Mike.
- Uważaj jak chodzisz.
- Przepraszam.
   Chciałam odejść, ale Mike złapał mnie za rękę.
- Puść mnie.
- Am porozmawiaj ze mną.
- Po co?
- Chcę Cię przeprosić.
- Zastanowię się.
- Nad czym?
- Nad tym czy Ci wybaczyć. A tak w ogóle to zapamiętaj, że to moja szkoła i ja tu ustalam reguły. Jasne? - Chciał coś powiedzieć, ale mu przerwałam. -  Wiem jaki jesteś i wiem, że teraz jesteś miły, uczynny i lizus z Ciebie, ale po miesiącu będziesz taki jak dawniej. Musisz wiedzieć, ze nie jestem już tą samą kujonką, która się wszystkiego boi i która siedzi godzinami nad książkami i zakuwa jak nie wiadomo kto. 
- Nie wierzę.
   Już prawie mu przywaliłam, ale powstrzymałam się. Kolejne zawieszenie nie jest mi potrzebne. Odwróciłam się  odeszłam bez słowa.
   To przez niego jestem taka. Gdyby nie on nadal byłabym tą cichą myszką. Czemu ja byłam taka słaba? I czemu taka głupia? 
  
- Idziemy gdzieś?- Spytał Josh. Po ostatniej lekcji.
- Nie. Muszę się spakować. Pamiętasz? Ślub siostry ciotecznej?
- Zapomniałem. Przepraszam.
- Amandy nie będzie.- Powiedział ze smutkiem Zack.
- No nie będzie.- Zaśmiałam się.
- Ale dlaczego musisz jechać już dziś?
- Bo przypominam. Ślub wesele i w ogóle wszystko odbywa się w Anglii. Tam gdzie mieszka moja rodzina, a ja aktualnie mieszkam w Nowym Jorku. Do Londynu jest kawał drogi.
   Zobaczyłam samochód brata. Czy on naprawdę musi mi na każdym kroku przypominać, że jestem dziana? Najwyraźniej tak.
- Dobra muszę lecieć. Będę za wami tęsknić.- Powiedziałam i przytuliłam Zacka, Josha i Miley.- Pa.
  ruszyłam do samochodu, gdy usłyszałam głos Mika. Nie zatrzymałam się nawet. Po chwili siedziałam w aucie brata.
- Hej Jack.
- Cześć Ami. Ten co za tobą leciał to nie jest przypadkiem Mike?
- Jest. 
- I?
- I chce żebym mu wybaczyła.
- Po tym co Ci zrobił. 
- No. Dupek.
- Daj spokój. W końcu to ty mu uwierzyłaś.
- Wiesz, co? Chyba się przejdę.
- Oj przepraszam. Nie chciałem.
- No ja myślę.- Chciałam zmienić temat. - A to z mieszkaniem w Londynie... To już pewne?
- Tak. - Spojrzałam przez okno.- Hej ja też nie jestem szczęśliwy, ale mus to mus. 
- Ale mi nie chodzi o mieszkanie w Londynie tylko o to,że ojciec jedzie tam za jakąś pindą... Kolejną... Czemu on nie może jechać sam? Czemu nie możemy zostać tu i żyć jak dawniej?
- To nasz tata. Chociaż mu odpuść. On się po prostu zakochał. Wiesz,że już słyszę dzwony weselne? - ,, Szybka zmiana tematu"
- Ja też. Tak się cieszę, że w Ally w końcu znalazła szczęście.